Informacje dla zawodników

Informujemy, że biuro zawodów będzie znajdowało się na posesji przy ulicy Poziomkowej 33, róg Borówkowej. Samochody prosimy parkować wzdłuż ulic Gajowej, Borówkowej, Poziomkowej.

Program zawodów
9:00 – 10:30 – Wydawanie numerów startowych
11:00 – Start Biegu
13:00 – Dekoracja i wręczenie nagród
13:30 – Zakończenie imprezy


Mapa biegu dostępna w serwisie Endomondo pod tym adresem

 

Lista pełna. Znaleźliśmy jednak extra 10 miejsc dla spóźnialskich. Dla tych, którzy chcą jeszcze pobiec to jest ten moment. Zapisy otwarte na krótką chwilę.
Dodatkowo dzisiaj czeka jeszcze jedna niespodzianka. Szczegóły wkrótce.

Zapisy wyczerpane! Wszystkie osoby, które nie wpłaciły opłaty za bieg, proszone są o dokonanie przelewu do wtorku na konto podane w regulaminie. W przypadku nie dokonania opłaty osoby będą kasowane z listy startowej.

 

 

Do udziału w Biegu Rzeźnika nie trzeba było nas długo namawiać. Zawsze na szlaku w myślach powtarzam sobie, że to już kolejny raz i wystarczy ….. i co roku wracam. 4 raz już walczyłem ze sobą na bieszczadzkiej trasie. W tym roku Rzeźnik zapowiadał się rekordowo - zgłosiło się ostatecznie ponad 600 drużyn a i na Bieg Rzeźniczka biegacze dopisali bo było ich ponad 500.

Przygotowania do wyjazdu przeszła jakoś bez napinania się, jechaliśmy z YULO w dwie drużyny z tą różnicą, że zamieniliśmy się osobami w drużynie tak aby zawodnicy byli na podobnym poziomie. Ja biegłem z Michałem Powałką a Tomek Korzeniowski z Marcinem Olkiem. Para nr 2 to już poziom mistrzowski – w planach czas poniżej 12 godzin i wersja hadr core na 100 km!!!!

Po przyjeździe do Cisnej szybkie meldowanie się na kwaterach i szybki wymarsz do biura zawodów po pakiety startowe. To już mój 4 Rzeźnik ale takiego rozmachu organizacyjnego nie widziałem jeszcze. Duża scena, sporo wystawiających się firm ze sprzętem biegowym i akcesoriami, pakiety wypasione, rzeźniczy buff, fajna koszulka (szkoda , że bez napisu finisher L). Po powrocie z biura pojedliśmy pyszne naleśniki, po piwku ursa ultra running specjal J i grzecznie w łóżeczkach bo w nocy start.

Start odbył się ja zwykle kilka minut po wschodzie Słońca, o 3.30, z Komańczy.

O d wielu lat w końcu pogoda była właściwie idealna – chłodno i pochmurnie, ale bezdeszczowo, wręcz sucho J. Nareszcie bez błota które zawsze strasznie utrudniało walkę na trasie.. Deszcz czasem tylko lekko siąpił.

Trasa na początku prowadziła szutrową drogą, szeroką na tyle, że towarzystwo ładnie się rozbiegło, peleton rozciągną i można było spokojnie napierać J. W niektórych miejscach było jednak błotko ale w ilościach śladowych

Jak zwykle po 8 km przywitały nas już te prawdziwe Bieszczady z podejściem na Chryszczatą, błotka było mało a strumienie wystarczyło przeskoczyć. Pamietam edycje, że te strumyki miały ponad łydkę wody i bez zamoczenia butów się nie dało przejść. Witają nas urokliwe Jeziorka Duszatyńskie. Podbieg na Chryszczatą ogarniamy w miarę szybko. Marcin Olek i Tomek Korzeniowski są już kilkanaście munut przed nami ale oni to inna liga już J. Miejscami biegniemy po leśnych ścieżkach, którymi zwozi się drewno z lasu.

Na razie jest dobrze ale już jako doświadczeni Rzeźnicy wiemy , że prawdziwy bieg zacznie się dopiero od Cisnej.. Spokojnie ale w dobrym tempie wciągamy kolejne kilometry, popijamy izotonik i co 50 min do godzinki zel albo batonik.

Dobiegamy na pierwszy przepak na przełęczy Żebrak. Szybkie uzupełnienie wody w camelbakach i lecimy bez zbędnego zasiadania J

Ten odcinek od Żebraka jest usłany krótkimi ale dosyć stromymi podejściami. Wołosań też daje w kość ale dajemy radę. Na razie jest dobrze, za dobrze. Mam w pamięci poprzednie edycje z kryzysami i męczarnią na podejściach, mokrymi butami. Dobiegamy do wyciągu narciarskiego i  drogą w dół pod wyciągiem narciarskim zbiegamy w kierunku przepaku.

Przepak umiejscowiony jest na orliku za torami. W zeszłym roku zabawiliśmy tam aż 40 min wiec mamy z Michałem mocne postanowienie szybkiego przebrania i uzupełnienia wody. Przed przepakiem dzwoni do mnie brat Korzonka Michał i mowi, że chłopaki już sporo przed nami!!!! Qrde dają ostro i widzę, że czas 12 godzin to wciągną chyba ze sporym zapasem!!!! My na przepaku żadnych zbędnych pierdółek. Wychodzimy po 10 min, nie jest źle….. za torami moje ulubione ostre podejście pod Jasła….. zawsze tu cierpiałem …J ale damy rade. Michał to doświadczony góral, kilka setek już ogarnął wiec licze na jego mobilizację na trasie. Lekko nie ma trzeba ostro dawać nogom w d…. .

Na Małe Jasło wchodzimy dosyć żwawo ale zmęczenia daje już znać o sobie. Wchodzimy na Jasło, piękne widoki zapierają dech w piersiach. Wcześniej tylko, las, mgła a teraz w końcu widać piękno Bieszczad.

Ale nie ma czasu za dużo wiec dupa w troki i lecimy dalej na szczyt Okrąglika. Później kierujemy się na Fereczatą. Powoli dają znać czwórki, zbiegi są makabryczne dla nóg, zawsze bolą, wbrew laikom nogi bardziej cierpią na zbiegach niż na podejściach.  Na szczęście dosyć szybko wpadamy na słynną monotonną drogę Mirka i obiecaliśmy sobie z Michałem ze nie ma lelum polelum i musimy ją przebiec, bez marszu. To jedyny odcinek gdzie można urwać minuty.

W Smereku na przepaku mamy czas 7 godzin i 49 minut. Ładnie!!!! Mamy w zasiegu 12 godzin!!!!! Ale chłopaki tzn Marcin i Tomek ostro poczynają , są sporo przed nami i na 100% ogarną w extra czasie hardcora… może na 99% bo w górach nigdy wszystkiego nie da się przewidzieć.

I tu nasz  optymizm się konczy Na podejściu pod Smerek utwierdzam się, że nie damy rady złamać 12 godzin. Kryzys mnie dopadł lekki, Michał mnie pogania. Jest bardzo ciężko. Błota nie ma ale strome i długie podejście daje się we znaki. Wchodzimy miarowo ale dosyć wolno.  Ojjj Smerek wchodzi w nogi, podejście mega strome,  dobrze, że podpieramy się kijami …dłuuugooo to trwa ale  jesteśmy na Smereku! Przed nami Przełęcz Orłowicza. Dobiegamy tam, mijamy przełęcz i znowu się wspinamy  na Połoninę Wetlińską. Widoki piękne, teraz dopiero widać piękno Bieszczad… rekompensata za cały pierwszy etap. Mamy już ponad 64 km w nogach. Lecimy połoninami, czekam jak na zbawienie na schronisko na Chatce Puchatka, chce tam chwilke odsapnąć ale ostry głos Michała mowi, ze nie i koniec, mamy leciec dalej J no cóż, nie ma lekko, wiem, ze ma racje ale 3 min posadzilismy tylki na lawce, cola wypita i sa sily na dalszą  walkę. Jest dobrze, już mało zostało do mety…. Ostatania caryńska tez jest trudna ale to już tylko 8 km i koniec. To podtrzymuje mnie na duchu.

Co chwilę się potykamy o kamienie na szlaku ale dajemy radę i jesteśmy na przepaku w Berehach. Czas 10 godzin i 59 minut, 12 godzin już dawno wymazałem z pamięci ale 13 jest w zasiegu. To i tak lepiej od zeszłego roku o ponad 2 godziny. W marzeniach nie liczyłem na taki czas. Dopiero na mecie dowiedziałem się, że te 10:59 to Korzonek z Oluniem to już na hardcora wychodzili!!! Ale czas!!! W innych edycjach byliby w pierwszej 10!!!!

Podejście pod caryńską atakujemy nawet szybciej niż Smerek. Swiadomosc ze to już koncowka niesie nas ale obaj nogi mamy strasznie skatowane, obaj już jedziemy na oparach. Na szlaku kamienie, po których ciężko nawet chodzić, a co dopiero truchtać. Ze szczytu widać już ścieżkę, biegniemy, mięśnie bolą jak diabli, ale dajemy rade…. Skrajnie wyczerpani. Biegniemy prawie przez całą połoninę i na końcu widać już zejście do Ustrzyk. Jest dobrze, trochę schodów leśnych i ostatnią czesc szlaku cały czas z górki biegiem, chcemy te 13 godzin złamać. Nogi już nie dają rady, a każdy napotkany turysta mowi, ze już blisko, tylko ja wiem, ze mamy jeszcze 3 km wiec jeszcze trochę Słychać już metę a most w Ustrzykach coraz bliżej – nie widać go, ale wiemy ze tam jest, patrze na garmina…. Qrwa jednak nie złamiemy 13 godzin!!!!! Nie dalo rady … luzujemy trochę, truchtamy już powoli, nie ma napinki…..wreszcie jest! Most – meta w Ustrzykach. Kilkaset metrow przed metą widzimy znajome twarze…. Nasi …. Basia i Krzysiek z dziewczynkami nas dopingują!!!!!!  Już koniec….. jestem szcześliwy, po raz kolejny…  czas 13:05 ale wiem, ze to extra wynik, adrenalinka odpuszcza. Na mecie czeka na nas niezastąpiony przyjaciel Zdzisiek Sawicki z Anią i Necią, pomagają usiąść, podaję piwko i jedzenie. Mamy transport do Cisnej…. Jest pięknie…. Wiemy, ze Korzonek z Oluniem wykrecili boski J czas 10:39 i polecieli na hardcora, rewelacja, wszystkim  się udało. A jutro my będziemy dopingować naszych Rzezniczków. Ale rola kibica jest fajna J

Po raz kolejny daliśmy radę, na Smerku obiecałem sobie, ze 4 razy wystarczy, ze tylko triathlonik, maraton po plaskim i polowki…. Ale to było kilka godzin temu. Teraz wiem, ze za rok znowu tu będę, to moja mala mekka, moja coroczna pielgrzymka piesza. Dzieki Michalowi Powalce, Tomkowi Korzeniowskiemu i Marcinowi Olkowi za wspolna walkę na trasie czerwonego szlaku, dzięki wszystkim rzeźniczkom za doping na mecie, za wspólny wyjazd i wyprawę… no i do zobaczenia za rok Bieszczady!!!!!

 

XI Bieg Rzeźnika - Komańcza – Ustrzyki Górne 80km

Korzeniowski Tomasz  Olek Marcin MM               Yulo Run Team Siedlce I                           10h39:35,5

Hardcore 100 km             14h57:00            

XI Bieg Rzeźnika - Komańcza - Ustrzyki Górne 80 km

Kuźma Karol   Powałka Michał   MM       Yulo Run Team Siedlce II                               13h05:38,8       

 

Czasy Rzeźniczków

96.           Sawicki Zdzisław M(86)       yulo run team Siedlce                                            3h18:57

125.        Jozwiak Krzysztof M(112) yulo run team Siedlce                                               3h24:18

137.        Korzeniowski Michal M(120) yulo run team Siedlce                                          3h28:21

138.        Jozwiak Barbara K(18) yulo run team Siedlce                                                      3h28:21

363.        Marciniuk Agata K(96) yulo run team Siedlce                                                     4h26:30             364.        Kuźma Maciej M(268) yulo run team Siedlce                                                      4h26:34

22 czerwca 2014 r. odbył się 2. Półmaraton Radomskiego Czerwca ’76. Poza typowymi klasyfikacjami takimi jak kategorie wiekowe, czy też najlepsi zawodnicy ziemi radomskiej, organizatorzy stworzyli wyjątkową kategorię, a mianowicie bieg z dzieckiem w wózku. Klasyfikacja ta została nazwana Mistrzostwami Polski z Biegu z Wózkiem. Prawdopodobnie jest to jedyny bieg w Polsce z taką klasyfikacją (no chyba, że o jakimś biegu nie wiem).

Kiedy rok temu pierwszy raz został zorganizowany ten bieg, moja córka Kalina miała dopiero 3 miesiące i niestety była za mała abym mógł wystartować z nią w półmaratonie. Musiałem więc z niecierpliwością czekać nie tylko na kolejną edycję tego biegu, ale też na dzień kiedy Kalina urośnie na tyle, abym w ogóle mógł z nią wyjść pobiegać.

Dzięki ciepłej zimie, już od początku lutego co najmniej raz w tygodniu biegałem z Kaliną. Niestety, bieganie z wózkiem ma raczej rekreacyjny charakter i zrobienie mocnego i długiego treningu czy tez interwałów z dzieckiem nie jest możliwe. Poza tym, od poniedziałku do piątku biegam wcześnie rano, kiedy Kalina jeszcze śpi. Ostatecznie mogłem sobie pozwolić na bieganie z dzieckiem tylko w soboty, lub ewentualnie wychodziłem z nią  w tygodniu po południu na drugi spokojny trening.

Był to czas przygotowań i treningów nie tylko dla mnie (przyzwyczajenie do pchania przed sobą wózka, umiejętnego skręcania), ale też przyzwyczajanie córki, obserwacja jak ona to znosi, czy dobrze śpi, czy nawet jakie zabawki jej zabrać do wózka, którymi lubi się bawić najbardziej.

Zwykle biegam z nią 10-13 km. Szybko się okazało, że taki wózek to idealna kołyska dla dziecka, i zwykle po 1-2 km Kalina zasypiała, a budziła się gdy tylko zatrzymałem się po skończonym biegu. Oczywiście wózek musiał być pełen zabawek, na wypadek gdyby obudziła się w trakcie biegu. Kalina tak bardzo polubiła ten wózek, że jak stoi w pokoju to potrafi siedzieć w nim i bawić się nawet godzinę.
Na ok. miesiąc przed półmaratonem zrobiłem jeden trening z wózkiem na dystansie 21 km. Kalina spała do 17 km. Przekonałem się, że jest możliwie przebiegnięcie takiego dystansu z dzieckiem!

Nauczony doświadczeniem ostatnich kilku miesięcy, wiedziałem że strategia na bieg w Radomiu jest prosta – Kalina musi przez większość biegu spać. W związku z tym, konieczne było pojechanie do Radomia dzień wcześniej, aby uniknąć wyspania się przez nią z samochodzie. Plan okazał się skuteczny, Kalina w dzień biegu obudziła się wcześnie (czyżby czuła emocje przed swoim pierwszym w życiu startem?), i tuż przez godziną 10.00 była już na tyle zmęczona, że wiedziałem, że szybko zaśnie.

Bardzo dobrym pomysłem organizatorów było to, że osoby biegnące z wózkami wystartowały ok.  2-3 minut przed pozostałymi biegaczami. Dzięki temu mogliśmy swobodnie biec przed siebie, a nie wyprzedzać wszystkich biegaczy (początkowo mieliśmy startować na końcu, jednak na szczęście udało się przekonać organizatorów że to nie jest dobry pomysł).

Cały czas nie wiedziałem jakim tempem biec i jakie tempo utrzymam do samego końca. Nigdy nie startowałem z wózkiem,  a dotychczasowe bieganie było zwykłym truchtem.  Od początku starałem się utrzymywać mniej więcej równe tempo biegu. Elita biegu wyprzedziła mnie już na 3 km (-: Trochę później elita kobiet, chyba mniej więcej na 5-6 km, ale nie pamiętam dokładnie.

Warunki do biegania, szczególnie z wózkiem były dość ciężkie. Trasa była lekko pofałdowana (może przesadzam, ale biegnąc z wózkiem można to było odczuć),  silny wiatr(a wózek stawia duże opory na wietrze), dwa razy wbiegało się na wiadukt,  3 razy przekraczaliśmy tory kolejowe, co dla zwykłego biegacza nie stanowi problemu, jednak gdy biegnie się z wózkiem a szczególnie gdy dziecko śpi, trzeba było zwolnić do marszu aby spokojnie przejść przez tory. Do tego przez kilkanaście minut padał mocny deszcz, więc najpierw trzeba było się zatrzymać aby przykryć wózek, a potem drugi raz aby odkryć gdy przestało padać.

Ostatecznie uważam, że bieg był bardzo udany. Na trasie było bardzo dużo i bardzo głośnych kibiców. Bardzo często z daleka starałem się im pokazać, że dziecko śpi i żeby jednak nie kibicowali tak głośno bo mogą je obudzić. Zwykle się to udawało.

Zgodnie z założeniami, Kalina spała od samego początku praktycznie do końca. Nawet nie obudził jej deszcz, ani kilka kurtyn wodnych na trasie, które starałem się jakoś omijać. Obudziła się dopiero na ostatnim kilometrze, kiedy biegliśmy przez park po nierównym chodniku. Ale może to nawet lepiej, przynajmniej nie przespała pierwszego przekraczania mety w swoim życiu (-:

Z wyniku jestem bardzo zadowolony, tym bardziej, że to był pierwszy start z wózkiem, i od razu na tak długim dystansie. Czas 1:21:27 dał mi pierwsze miejsce w klasyfikacji biegu z wózkiem, i 23. Miejsce w generalnej klasyfikacji biegu. Bieg ukończyło 911 osób.

Wyniki 2. Mistrzostw Polski w Biegu z Wózkiem:


Miejsce

Imię i nazwisko

Miejscowość

Klub

Wynik

1.

Marek i Kalinka Mitrofaniuk

Siedlce

Yulo Run Team Siedlce

01:21:27

2.

Andrzej Ignatowicz

Warszawa

Trucht Tarchomin Team

01:29:43

3.

Krzysztof Hołowacz

Warszawa

Kondycja

01:31:31

4.

Łukasz Witanowski

Warszawa

Zakatek 21

01:37:24

5.

Andrzej Korkosz

Blizne Jasińskiego

Groty Team

01:39:49

6.

Agata Gładysz

Warszawa

Ciepłe Kluchy

01:45:14

7.

Justyna Kwietniewska

Warszawa

Entre.pl

01:58:43

8.

Łukasz Mituła

Warszawa

Wojskowa Sekcja Biegowa

02:01:30

9.

Anna Mituła

Wołomin

Wojskowa Sekcja Biegowa

02:01:31

10.

Ewa Piasek-Chojnacka

Piaseczno

-

02:14:54

11.

Michał Gil

Radom

Centrum Kształcenia Ustawicznego

02:22:14

Wspierają nas:

 

nowakdom logosed foldruk Merkury elkom entertel real