Do udziału w Biegu Rzeźnika nie trzeba było nas długo namawiać. Zawsze na szlaku w myślach powtarzam sobie, że to już kolejny raz i wystarczy ….. i co roku wracam. 4 raz już walczyłem ze sobą na bieszczadzkiej trasie. W tym roku Rzeźnik zapowiadał się rekordowo - zgłosiło się ostatecznie ponad 600 drużyn a i na Bieg Rzeźniczka biegacze dopisali bo było ich ponad 500.

Przygotowania do wyjazdu przeszła jakoś bez napinania się, jechaliśmy z YULO w dwie drużyny z tą różnicą, że zamieniliśmy się osobami w drużynie tak aby zawodnicy byli na podobnym poziomie. Ja biegłem z Michałem Powałką a Tomek Korzeniowski z Marcinem Olkiem. Para nr 2 to już poziom mistrzowski – w planach czas poniżej 12 godzin i wersja hadr core na 100 km!!!!

Po przyjeździe do Cisnej szybkie meldowanie się na kwaterach i szybki wymarsz do biura zawodów po pakiety startowe. To już mój 4 Rzeźnik ale takiego rozmachu organizacyjnego nie widziałem jeszcze. Duża scena, sporo wystawiających się firm ze sprzętem biegowym i akcesoriami, pakiety wypasione, rzeźniczy buff, fajna koszulka (szkoda , że bez napisu finisher L). Po powrocie z biura pojedliśmy pyszne naleśniki, po piwku ursa ultra running specjal J i grzecznie w łóżeczkach bo w nocy start.

Start odbył się ja zwykle kilka minut po wschodzie Słońca, o 3.30, z Komańczy.

O d wielu lat w końcu pogoda była właściwie idealna – chłodno i pochmurnie, ale bezdeszczowo, wręcz sucho J. Nareszcie bez błota które zawsze strasznie utrudniało walkę na trasie.. Deszcz czasem tylko lekko siąpił.

Trasa na początku prowadziła szutrową drogą, szeroką na tyle, że towarzystwo ładnie się rozbiegło, peleton rozciągną i można było spokojnie napierać J. W niektórych miejscach było jednak błotko ale w ilościach śladowych

Jak zwykle po 8 km przywitały nas już te prawdziwe Bieszczady z podejściem na Chryszczatą, błotka było mało a strumienie wystarczyło przeskoczyć. Pamietam edycje, że te strumyki miały ponad łydkę wody i bez zamoczenia butów się nie dało przejść. Witają nas urokliwe Jeziorka Duszatyńskie. Podbieg na Chryszczatą ogarniamy w miarę szybko. Marcin Olek i Tomek Korzeniowski są już kilkanaście munut przed nami ale oni to inna liga już J. Miejscami biegniemy po leśnych ścieżkach, którymi zwozi się drewno z lasu.

Na razie jest dobrze ale już jako doświadczeni Rzeźnicy wiemy , że prawdziwy bieg zacznie się dopiero od Cisnej.. Spokojnie ale w dobrym tempie wciągamy kolejne kilometry, popijamy izotonik i co 50 min do godzinki zel albo batonik.

Dobiegamy na pierwszy przepak na przełęczy Żebrak. Szybkie uzupełnienie wody w camelbakach i lecimy bez zbędnego zasiadania J

Ten odcinek od Żebraka jest usłany krótkimi ale dosyć stromymi podejściami. Wołosań też daje w kość ale dajemy radę. Na razie jest dobrze, za dobrze. Mam w pamięci poprzednie edycje z kryzysami i męczarnią na podejściach, mokrymi butami. Dobiegamy do wyciągu narciarskiego i  drogą w dół pod wyciągiem narciarskim zbiegamy w kierunku przepaku.

Przepak umiejscowiony jest na orliku za torami. W zeszłym roku zabawiliśmy tam aż 40 min wiec mamy z Michałem mocne postanowienie szybkiego przebrania i uzupełnienia wody. Przed przepakiem dzwoni do mnie brat Korzonka Michał i mowi, że chłopaki już sporo przed nami!!!! Qrde dają ostro i widzę, że czas 12 godzin to wciągną chyba ze sporym zapasem!!!! My na przepaku żadnych zbędnych pierdółek. Wychodzimy po 10 min, nie jest źle….. za torami moje ulubione ostre podejście pod Jasła….. zawsze tu cierpiałem …J ale damy rade. Michał to doświadczony góral, kilka setek już ogarnął wiec licze na jego mobilizację na trasie. Lekko nie ma trzeba ostro dawać nogom w d…. .

Na Małe Jasło wchodzimy dosyć żwawo ale zmęczenia daje już znać o sobie. Wchodzimy na Jasło, piękne widoki zapierają dech w piersiach. Wcześniej tylko, las, mgła a teraz w końcu widać piękno Bieszczad.

Ale nie ma czasu za dużo wiec dupa w troki i lecimy dalej na szczyt Okrąglika. Później kierujemy się na Fereczatą. Powoli dają znać czwórki, zbiegi są makabryczne dla nóg, zawsze bolą, wbrew laikom nogi bardziej cierpią na zbiegach niż na podejściach.  Na szczęście dosyć szybko wpadamy na słynną monotonną drogę Mirka i obiecaliśmy sobie z Michałem ze nie ma lelum polelum i musimy ją przebiec, bez marszu. To jedyny odcinek gdzie można urwać minuty.

W Smereku na przepaku mamy czas 7 godzin i 49 minut. Ładnie!!!! Mamy w zasiegu 12 godzin!!!!! Ale chłopaki tzn Marcin i Tomek ostro poczynają , są sporo przed nami i na 100% ogarną w extra czasie hardcora… może na 99% bo w górach nigdy wszystkiego nie da się przewidzieć.

I tu nasz  optymizm się konczy Na podejściu pod Smerek utwierdzam się, że nie damy rady złamać 12 godzin. Kryzys mnie dopadł lekki, Michał mnie pogania. Jest bardzo ciężko. Błota nie ma ale strome i długie podejście daje się we znaki. Wchodzimy miarowo ale dosyć wolno.  Ojjj Smerek wchodzi w nogi, podejście mega strome,  dobrze, że podpieramy się kijami …dłuuugooo to trwa ale  jesteśmy na Smereku! Przed nami Przełęcz Orłowicza. Dobiegamy tam, mijamy przełęcz i znowu się wspinamy  na Połoninę Wetlińską. Widoki piękne, teraz dopiero widać piękno Bieszczad… rekompensata za cały pierwszy etap. Mamy już ponad 64 km w nogach. Lecimy połoninami, czekam jak na zbawienie na schronisko na Chatce Puchatka, chce tam chwilke odsapnąć ale ostry głos Michała mowi, ze nie i koniec, mamy leciec dalej J no cóż, nie ma lekko, wiem, ze ma racje ale 3 min posadzilismy tylki na lawce, cola wypita i sa sily na dalszą  walkę. Jest dobrze, już mało zostało do mety…. Ostatania caryńska tez jest trudna ale to już tylko 8 km i koniec. To podtrzymuje mnie na duchu.

Co chwilę się potykamy o kamienie na szlaku ale dajemy radę i jesteśmy na przepaku w Berehach. Czas 10 godzin i 59 minut, 12 godzin już dawno wymazałem z pamięci ale 13 jest w zasiegu. To i tak lepiej od zeszłego roku o ponad 2 godziny. W marzeniach nie liczyłem na taki czas. Dopiero na mecie dowiedziałem się, że te 10:59 to Korzonek z Oluniem to już na hardcora wychodzili!!! Ale czas!!! W innych edycjach byliby w pierwszej 10!!!!

Podejście pod caryńską atakujemy nawet szybciej niż Smerek. Swiadomosc ze to już koncowka niesie nas ale obaj nogi mamy strasznie skatowane, obaj już jedziemy na oparach. Na szlaku kamienie, po których ciężko nawet chodzić, a co dopiero truchtać. Ze szczytu widać już ścieżkę, biegniemy, mięśnie bolą jak diabli, ale dajemy rade…. Skrajnie wyczerpani. Biegniemy prawie przez całą połoninę i na końcu widać już zejście do Ustrzyk. Jest dobrze, trochę schodów leśnych i ostatnią czesc szlaku cały czas z górki biegiem, chcemy te 13 godzin złamać. Nogi już nie dają rady, a każdy napotkany turysta mowi, ze już blisko, tylko ja wiem, ze mamy jeszcze 3 km wiec jeszcze trochę Słychać już metę a most w Ustrzykach coraz bliżej – nie widać go, ale wiemy ze tam jest, patrze na garmina…. Qrwa jednak nie złamiemy 13 godzin!!!!! Nie dalo rady … luzujemy trochę, truchtamy już powoli, nie ma napinki…..wreszcie jest! Most – meta w Ustrzykach. Kilkaset metrow przed metą widzimy znajome twarze…. Nasi …. Basia i Krzysiek z dziewczynkami nas dopingują!!!!!!  Już koniec….. jestem szcześliwy, po raz kolejny…  czas 13:05 ale wiem, ze to extra wynik, adrenalinka odpuszcza. Na mecie czeka na nas niezastąpiony przyjaciel Zdzisiek Sawicki z Anią i Necią, pomagają usiąść, podaję piwko i jedzenie. Mamy transport do Cisnej…. Jest pięknie…. Wiemy, ze Korzonek z Oluniem wykrecili boski J czas 10:39 i polecieli na hardcora, rewelacja, wszystkim  się udało. A jutro my będziemy dopingować naszych Rzezniczków. Ale rola kibica jest fajna J

Po raz kolejny daliśmy radę, na Smerku obiecałem sobie, ze 4 razy wystarczy, ze tylko triathlonik, maraton po plaskim i polowki…. Ale to było kilka godzin temu. Teraz wiem, ze za rok znowu tu będę, to moja mala mekka, moja coroczna pielgrzymka piesza. Dzieki Michalowi Powalce, Tomkowi Korzeniowskiemu i Marcinowi Olkowi za wspolna walkę na trasie czerwonego szlaku, dzięki wszystkim rzeźniczkom za doping na mecie, za wspólny wyjazd i wyprawę… no i do zobaczenia za rok Bieszczady!!!!!

 

XI Bieg Rzeźnika - Komańcza – Ustrzyki Górne 80km

Korzeniowski Tomasz  Olek Marcin MM               Yulo Run Team Siedlce I                           10h39:35,5

Hardcore 100 km             14h57:00            

XI Bieg Rzeźnika - Komańcza - Ustrzyki Górne 80 km

Kuźma Karol   Powałka Michał   MM       Yulo Run Team Siedlce II                               13h05:38,8       

 

Czasy Rzeźniczków

96.           Sawicki Zdzisław M(86)       yulo run team Siedlce                                            3h18:57

125.        Jozwiak Krzysztof M(112) yulo run team Siedlce                                               3h24:18

137.        Korzeniowski Michal M(120) yulo run team Siedlce                                          3h28:21

138.        Jozwiak Barbara K(18) yulo run team Siedlce                                                      3h28:21

363.        Marciniuk Agata K(96) yulo run team Siedlce                                                     4h26:30             364.        Kuźma Maciej M(268) yulo run team Siedlce                                                      4h26:34

22 czerwca 2014 r. odbył się 2. Półmaraton Radomskiego Czerwca ’76. Poza typowymi klasyfikacjami takimi jak kategorie wiekowe, czy też najlepsi zawodnicy ziemi radomskiej, organizatorzy stworzyli wyjątkową kategorię, a mianowicie bieg z dzieckiem w wózku. Klasyfikacja ta została nazwana Mistrzostwami Polski z Biegu z Wózkiem. Prawdopodobnie jest to jedyny bieg w Polsce z taką klasyfikacją (no chyba, że o jakimś biegu nie wiem).

Kiedy rok temu pierwszy raz został zorganizowany ten bieg, moja córka Kalina miała dopiero 3 miesiące i niestety była za mała abym mógł wystartować z nią w półmaratonie. Musiałem więc z niecierpliwością czekać nie tylko na kolejną edycję tego biegu, ale też na dzień kiedy Kalina urośnie na tyle, abym w ogóle mógł z nią wyjść pobiegać.

Dzięki ciepłej zimie, już od początku lutego co najmniej raz w tygodniu biegałem z Kaliną. Niestety, bieganie z wózkiem ma raczej rekreacyjny charakter i zrobienie mocnego i długiego treningu czy tez interwałów z dzieckiem nie jest możliwe. Poza tym, od poniedziałku do piątku biegam wcześnie rano, kiedy Kalina jeszcze śpi. Ostatecznie mogłem sobie pozwolić na bieganie z dzieckiem tylko w soboty, lub ewentualnie wychodziłem z nią  w tygodniu po południu na drugi spokojny trening.

Był to czas przygotowań i treningów nie tylko dla mnie (przyzwyczajenie do pchania przed sobą wózka, umiejętnego skręcania), ale też przyzwyczajanie córki, obserwacja jak ona to znosi, czy dobrze śpi, czy nawet jakie zabawki jej zabrać do wózka, którymi lubi się bawić najbardziej.

Zwykle biegam z nią 10-13 km. Szybko się okazało, że taki wózek to idealna kołyska dla dziecka, i zwykle po 1-2 km Kalina zasypiała, a budziła się gdy tylko zatrzymałem się po skończonym biegu. Oczywiście wózek musiał być pełen zabawek, na wypadek gdyby obudziła się w trakcie biegu. Kalina tak bardzo polubiła ten wózek, że jak stoi w pokoju to potrafi siedzieć w nim i bawić się nawet godzinę.
Na ok. miesiąc przed półmaratonem zrobiłem jeden trening z wózkiem na dystansie 21 km. Kalina spała do 17 km. Przekonałem się, że jest możliwie przebiegnięcie takiego dystansu z dzieckiem!

Nauczony doświadczeniem ostatnich kilku miesięcy, wiedziałem że strategia na bieg w Radomiu jest prosta – Kalina musi przez większość biegu spać. W związku z tym, konieczne było pojechanie do Radomia dzień wcześniej, aby uniknąć wyspania się przez nią z samochodzie. Plan okazał się skuteczny, Kalina w dzień biegu obudziła się wcześnie (czyżby czuła emocje przed swoim pierwszym w życiu startem?), i tuż przez godziną 10.00 była już na tyle zmęczona, że wiedziałem, że szybko zaśnie.

Bardzo dobrym pomysłem organizatorów było to, że osoby biegnące z wózkami wystartowały ok.  2-3 minut przed pozostałymi biegaczami. Dzięki temu mogliśmy swobodnie biec przed siebie, a nie wyprzedzać wszystkich biegaczy (początkowo mieliśmy startować na końcu, jednak na szczęście udało się przekonać organizatorów że to nie jest dobry pomysł).

Cały czas nie wiedziałem jakim tempem biec i jakie tempo utrzymam do samego końca. Nigdy nie startowałem z wózkiem,  a dotychczasowe bieganie było zwykłym truchtem.  Od początku starałem się utrzymywać mniej więcej równe tempo biegu. Elita biegu wyprzedziła mnie już na 3 km (-: Trochę później elita kobiet, chyba mniej więcej na 5-6 km, ale nie pamiętam dokładnie.

Warunki do biegania, szczególnie z wózkiem były dość ciężkie. Trasa była lekko pofałdowana (może przesadzam, ale biegnąc z wózkiem można to było odczuć),  silny wiatr(a wózek stawia duże opory na wietrze), dwa razy wbiegało się na wiadukt,  3 razy przekraczaliśmy tory kolejowe, co dla zwykłego biegacza nie stanowi problemu, jednak gdy biegnie się z wózkiem a szczególnie gdy dziecko śpi, trzeba było zwolnić do marszu aby spokojnie przejść przez tory. Do tego przez kilkanaście minut padał mocny deszcz, więc najpierw trzeba było się zatrzymać aby przykryć wózek, a potem drugi raz aby odkryć gdy przestało padać.

Ostatecznie uważam, że bieg był bardzo udany. Na trasie było bardzo dużo i bardzo głośnych kibiców. Bardzo często z daleka starałem się im pokazać, że dziecko śpi i żeby jednak nie kibicowali tak głośno bo mogą je obudzić. Zwykle się to udawało.

Zgodnie z założeniami, Kalina spała od samego początku praktycznie do końca. Nawet nie obudził jej deszcz, ani kilka kurtyn wodnych na trasie, które starałem się jakoś omijać. Obudziła się dopiero na ostatnim kilometrze, kiedy biegliśmy przez park po nierównym chodniku. Ale może to nawet lepiej, przynajmniej nie przespała pierwszego przekraczania mety w swoim życiu (-:

Z wyniku jestem bardzo zadowolony, tym bardziej, że to był pierwszy start z wózkiem, i od razu na tak długim dystansie. Czas 1:21:27 dał mi pierwsze miejsce w klasyfikacji biegu z wózkiem, i 23. Miejsce w generalnej klasyfikacji biegu. Bieg ukończyło 911 osób.

Wyniki 2. Mistrzostw Polski w Biegu z Wózkiem:


Miejsce

Imię i nazwisko

Miejscowość

Klub

Wynik

1.

Marek i Kalinka Mitrofaniuk

Siedlce

Yulo Run Team Siedlce

01:21:27

2.

Andrzej Ignatowicz

Warszawa

Trucht Tarchomin Team

01:29:43

3.

Krzysztof Hołowacz

Warszawa

Kondycja

01:31:31

4.

Łukasz Witanowski

Warszawa

Zakatek 21

01:37:24

5.

Andrzej Korkosz

Blizne Jasińskiego

Groty Team

01:39:49

6.

Agata Gładysz

Warszawa

Ciepłe Kluchy

01:45:14

7.

Justyna Kwietniewska

Warszawa

Entre.pl

01:58:43

8.

Łukasz Mituła

Warszawa

Wojskowa Sekcja Biegowa

02:01:30

9.

Anna Mituła

Wołomin

Wojskowa Sekcja Biegowa

02:01:31

10.

Ewa Piasek-Chojnacka

Piaseczno

-

02:14:54

11.

Michał Gil

Radom

Centrum Kształcenia Ustawicznego

02:22:14

Choć na buty zdarza się im wydać nawet więcej niż kobietom, to w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że są mięczakami. Buty to ważny element pokonywania samego siebie, przekraczania granic wytrzymałości organizmu, żeby przebiec np. 160 km. W Siedlcach mieszkają i trenują, startują na całym świecie, a ich osiągnięcia czasem trudno sobie wyobrazić.

Tomasz Niedziółka, Karol Kuźma, Zdzisław Sawicki i Juliusz Ziółkowski założyli w 2010 roku stowarzyszenie Yulo Run Team. Połączyła ich wspólna pasja, którą jest bieganie. Biegają na różnych dystansach, od jednego po 200 km. – Ultramaratony, bo tak nazywają się biegi powyżej 42 km, odbywają się w Polsce od wielu lat. Można pobiec w biegu płaskim (np. Kaliska 100) lub biegu w górach (np. Bieszczadzki Bieg Rzeźnika czy Bieg7 Dolin w Krynicy Górskiej) – wyjaśnia Tomasz Niedziółka.  Bieganie zaszczepił w kolegach Juliusz Ziółkowski w momencie powstania Akademii Maratonu w różnych miastach Polski w 2007 roku. Inicjatywa polegała na tym, że wybitni trenerzy i zawodnicy mieli przygotować amatorów do startu w maratonie warszawskim.  Efektem tej współpracy był start Karola Kuźmy i Zdzisława Sawickiego w maratonie w Warszawie. Od tamtego momentu idea biegania nabrała rozpędu, zarażając coraz więcej osób.

Nie tylko rekreacja

Choć Yulo Run Team zrzesza siedleckich amatorów biegania wszelakiego: joggingu, maratonu, średnich dystansów, to osiągnięcia, jakie mają na swoim koncie, wychodzą poza ramy rekreacji. Do maratonu potrzeba wielu tygodni systematycznych przygotowań. Codzienne, trzygodzinne treningi trzeba pogodzić z obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi. – Zdarzało się tak, że umawialiśmy się na dłuższe bieganie na ok. 40–50 km o 4 albo 5 rano, żeby do domu wrócić jeszcze przed pobudką całej rodziny – mówi Karol Kuźma. To nie zniechęciło chętnych do wspólnego biegania, wręcz przeciwnie, dziś stowarzyszenie liczy sobie ponad 40 członków, stale podnoszących sobie poprzeczkę, stale szukających nowych wyzwań. Ktoś kiedyś powiedział, że sport amatorski kończy się wtedy, kiedy zaczyna boleć. Siedleccy biegacze nie nazywają się wyczynowcami, skłaniają się bardziej ku określeniu zaawansowany amator. – Nas też boli. Każdy, kto przebiegnie jakiś większy niż zwykle odcinek, będzie czuł ból – mówi Juliusz Ziółkowski. Trudno jednak obojętnie mówić o przebiegnięciu np. 100 km. Wtedy nie ma szansy, żeby coś nie bolało. Można więc zapytać, po co się tak męczyć? Czy 10 km dla utrzymania kondycji nie wystarczy? – To zmęczenie po 42 km daje satysfakcję, sam fakt ukończenia maratonu jest ogromną radością, że dokonało się czegoś naprawdę wielkiego. Potem podnosi się poprzeczkę, wydłuża dystanse, chce się sprawdzić swoje możliwości. Sam maraton to jest wisienka na torcie po tym długim czasie przygotowań – mówi Tomasz Niedziółka. Poprzeczka z czasem idzie coraz wyżej, dystanse rosną z roku na rok, aż dociera się do startów zwykłym śmiertelnikom trudnych do wyobrażenia – dodaje Karol Kuźma.

Dookoła Fuji

Największym wyczynem w dorobku Yulo Run Team jest start i ukończenie przez Tomasza Niedziółkę ultramaratonu UTMF w Japonii. Jako jedyny Polak przebiegł trasę 180 km dookoła wulkanu Fuji.  Ultramaratony to oddzielny rozdział biegania. – Tu chodzi przede wszystkim o wytrzymałość. Tu nie biegnie się na czas, chodzi o ukończenie. Formę do takich biegów ćwiczy się przez setki wybieganych godzin – mówi Tomasz Niedziółka. Bieganie ekstremalne to nie tylko trening. Bardzo ważne jest prawidłowe odżywianie. Biegnie się nieraz nawet 40 godzin, a wtedy trzeba zapewnić organizmowi kilkanaście tysięcy kalorii, żeby organizm funkcjonował. Kolejny równie ważny element przygotowań i samego biegu to nawodnienie organizmu. Poza tym trzeba nauczyć się funkcjonowania bez snu przez dwie doby, uodpornić na warunki pogodowe. – Po kilkunastu godzinach biegu przestaje działać termoregulacja w organizmie, w czasie postoju czy jakiegoś odpoczynku człowiekowi natychmiast robi się bardzo zimno, nawet gdy temperatura otoczenia jest na poziomie 25 czy 30 stopni na plusie – tłumaczy ultramaratończyk. Do takiego biegu trzeba się przygotować wszechstronnie – od kondycji po ubrania.  – Każdy wcześniejszy bieg jest szkołą, kolejnym doświadczeniem na przyszłość. Jeśli czegoś się nie dopatrzy w czasie przygotowań, na pewno będzie się o tym pamiętało później – podsumowuje Karol Kuźma.

W takim bieganiu chodzi o sprawdzenie samego siebie, przekroczenie kolejnej granicy, pobicie życiowego rekordu – mówią zgodnie siedleccy biegacze. – W pewnym momencie maraton nie stanowi już problemu, najpierw jest start w ultramaratonie, potem w ultramaratonie w górach i tak dalej, podnosi się coraz wyżej tę poprzeczkę – mówi Tomasz Niedziółka. – Fajne w YULO jest to, że wytyczane cele często wybieramy w kilka osób, co daje możliwość wspólnych przygotowań, treningów, a w grupie raźniej przemierzać długie wybiegania – dodaje Zdzisław Sawicki.

Bez końca

Niemal w każdej dziedzinie życia funkcjonuje maksyma, że w miarę jedzenia apetyt rośnie. Podobnie jest u biegaczy. Na świecie organizowane są już biegi po pustyni, które trwają 7 dni, biega się po Himalajach. Jeśli komuś ultramaraton  nie wystarcza, może wystartować w podwójnym, potem w potrójnym ultramaratonie. A jeśli bieganie to za mało, na chętnych czeka triathlon, czyli i bieganie, i jazda na rowerze, i pływanie. Bardzo ciężko jest wytrenować organizm w trzech wykluczających się dyscyplinach. Również w tej dyscyplinie są poziomy trudności. Począwszy od najpopularniejszego dystansu ¼ Iron Mana ( 950 m pływania, 45 km na rowerze i 10.55 km biegu) po najtrudniejszy,  nazywany Iron Man (pływanie 3800 m, rower 180 km, 42.195 km biegu).

Coraz więcej biegaczy

Zauważalny jest systematyczny i dynamiczny wzrost liczby biegaczy. Już czymś normalnym jest widok biegających rano czy po południu. Biegają nie tylko mieszkańcy dużych miast, ale też mniejszych miejscowości. Coraz większa świadomość zdrowego stylu życia i jedna z niewielu pozytywnych mód przyczyniają się do tego, że społeczeństwo chce żyć zdrowo. A dzięki takim zapaleńcom jak członkowie Yulo Run Team coraz więcej osób przełamuje swoje bariery i zaczyna biegać.

Pisząc o wyczynach siedleckich biegaczy, nie można nie wspomnieć o wybitnym siedleckim maratończyku, który na swoim koncie ma m.in. wszystkie maratony warszawskie, mowa o panu Michale Strzałkowskim. Jego przykład i wkład w bieganie siedlczan jest także bardzo istotny. W tym miejscu warto wspomnieć, że siedlczanie od niedawna mają okazję brać udział w imprezie biegowej Bieg Jacka. Może warto rozważyć przebiegnięcie choć 5-kilometrowej pętli?

źródło: http://www.prestizmagazynlokalny.pl/

 

Marek Mitrofaniuk 4. na 10 km w Serocku.

4 maja w Serocku odbył się II Bieg Wojciechowy. Był to nieduży, wręcz kameralny bieg, który ukończyło 195 osób. Start i meta znajdowała się na rynku głównym w Serocku. Trasa posiadała atest PZLA i składała się
z jednej dość płaskiej pętli.

Organizatorzy muszą się jeszcze jednak nauczyć organizować bieg, aby uniknąć podobnych błędów w przyszłości. Po pierwsze, start biegu był opóźniony o 10 min, bo straż miejska która miała prowadzić zawodników postanowiła chyba w ostatniej chwili zrobić sobie objazd trasy, przez co spóźniła się o 10 minut na linię startu. Wszyscy zawodnicy stali więc na linii startu od 11:55 do 12:10 czekając z niecierpliwością na początek biegu.

Jak już przyjechała straż, to ustawiła się kilkaset metrów dalej, i pierwszy odcinek musieliśmy pobiec sami, a nikt nie miał pewności którędy prowadzi trasa. Po ok. 300 m od startu wbiegliśmy na barierkę stojącą w poprzek drogi, którą jednak dało się jakoś ominąć bokiem. Ciekawe jakby się to skończyło, gdyby straż miejska prowadziła nas od
samego początku? Ciekawe też jak poradzili z nią sobie pozostali zawodnicy, biegnący w dużej grupie...

Czołówka zawodników chyba nie miała ochoty na bicie rekordów życiowych, przez co pierwszy kilometr przebiegliśmy trochę wolniej niż w 3:30. A że ja byłem jedynym, któremu zależało na wyniku poniżej 35 min, to już na 2 km postanowiłem przyspieszyć. Przez następne 8 km biegłem na prowadzeniu osłaniając od wiatru pozostałą trójkę zawodników. Z jednej strony fajnie było biec jako pierwszy i przed sobą widzieć tylko prowadzący samochód, ale miało to też negatywne skutki. Na 10 km pozostała trójka przyspieszyła a ja, pomimo tego, że ostatni kilometr przebiegłem w 3:19, nie miałem siły aby ich dogonić, przez co bieg ukończyłem na 4. miejscu i 1. w kat. wiekowej M30.

Przynajmniej jestem zadowolony z życiówki poprawionej o 25 s.

Tylko dwóch zawodników Yulo Run Team Siedlce nie przestraszyło się deszczowej i wietrznej pogody i wystartowało w XXIV Biegu Konstytucji 3 Maja w Warszawie.

Piotrek Mierzejewski, ten nietypowy i wyjątkowo krótki dla siebie dystans 5 km ukończył z czasem 16:43, poprawiając swój rekord życiowy o 7 s. Zajął 5. miejsce open i oczywiście nie miał sobie równych w swojej kategorii wiekowej, kolejny raz wygrywając w M40.

Drugi z naszych zawodników, Paweł Czyżkowski ukończył bieg na 48. miejscu z czasem 18:41, także ustanawiając swój rekord życiowy.

Wspierają nas:

 

nowakdom logosed foldruk Merkury elkom entertel real